-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O scenariuszach filmowych

Jak wiecie należę do ludzi, którzy nie mogę wyjeżdżać w zbyt atrakcyjne rejony świata, a to z tego względu, że od nadmiaru wrażeń mogłaby im pęknąć głowa. Dla mnie wystarczy, że się przejdę spacerkiem do sklepu po masło i mam już w głowie tyle pomysłów, że nie wiem co z nimi robić. Gdybym na przykład, w tym stanie psychicznym, w którym jestem zawsze, pojechał dajmy na to na Malediwy, pewnie by mnie sparaliżowało. Lepiej więc siedzieć w domu. Przechwalam się trochę, ale jakoś mi to wybaczycie. Od trzech dni piszę bowiem teksty zainspirowane nie widokiem pięknej jakiejś panoramy, ale krótką rozmową telefoniczną z prof. Grzegorzem Kucharczykiem. Dla mnie samego jest to dość niezwykłe. I dziś też będę rozwijał jeden z wątków tej rozmowy. Powiedział mi Grzegorz Kucharczyk iż dziwi się, że życie i dzieło króla Haralda III zwanego Hardrada, nie zostało uwiecznione w żadnym filmie. Profesora może to rzeczywiście dziwić, bo jest on, podobnie jak inni akademicy, poza rzeczywistością rynkową i poza jej ukrytymi mechanizmami związanymi z dystrybucją propagandy. Mnie to nie dziwi wcale, albowiem, rynek globalnej propagandy jest płytki tak naprawdę, a jej misją jest powielanie wciąż tych samych treści, które muszą się na wieki utrwalić w umysłach odbiorców. Hollywood to w istocie egipski relief z czasów średniego państwa (czy też jakiegoś innego, nieważne), tyle że ruchomy. Biorąc więc pod uwagę kto jest dysponentem sukcesu globalnego, nie możemy się dziwić, że nie ma tam miejsca na Haralda III, sługę Bizancjum, Arabów i Bóg jeden wie jeszcze kogo. To jest ten zakres widma, który ma pozostać poza zasięgiem wzroku. To bowiem co powinni zobaczyć widzowie, zostało wypracowane nie tak dawno temu, w dobie romantyzmu, w starej wesołej Anglii i ma postać nieco zmodyfikowanych powieści Sir Waltera Scotta. Tym jest na przykład cały Tolkien, rzecz wtórna i nieznośna, płaska jak naleśnik i niczego nie wyjaśniająca. Kreująca za to bohaterów, którzy mają może mniej przygód niż Harald III, ale za to takich, których motywacje, przeniesione w całości do filmu ze świata współczesnego, dają się zaakceptować przez widza przeżywającego hormonalne burze. Wszystko co jest poza tą formułą nie może mieć znaczenia. Jeśli do tego dodamy jeszcze antykościelną i deprawacyjną funkcję propagandy, mamy w zasadzie opisany cały przemysł rozrywkowy doby obecnej. Podkreślę to jeszcze znanym Wam już przykładem – można w nieskończoność powielać biografię Ryszarda Lwie Serce, ale nie Ludwika Świętego, który doczekał się tylko jednej i to w dodatku napisanej przez masona.

Wobec takiego spozycjonowania spraw, sukcesu w propagandzie rozrywkowej nie może osiągnąć nikt, kto nie ma dostępu do kanałów dystrybucji, którymi są podawane wyżej opisane treści. Stąd taki pęd by znaleźć się w Hollywood i tam rozpocząć karierę, którą uwieńczy jakiś film, niekoniecznie o Ryszardzie Lwie Serce, ale koniecznie utrzymany w jedynej dopuszczalnej konwencji. Niech to będzie „Zimna wojna”, „Bogowie” albo coś innego, to bez znaczenia. Najciekawsze w tym wszystkim są dwie sprawy – ludzie wierzą, że dynamika życia jednej czy drugiej osoby to powód do umieszczenia jej w scenariuszu filmowym, choć nie jest to prawda, bo te powody do umieszczania są dużo bardziej poważne – to sprawa pierwsza. Druga zaś jest taka, że lokalnym organizacjom takim jak telewizja polska, albo innym, jeszcze słabszym, zdaje się, że wystarczy powielić słaby konspekt z głównego kanału dystrybucji, żeby osiągnąć sukces. To się nie uda i udać się nie może. Dla każdego sprzedawcy detalicznego, czy to takiego co sprzedaje kisiel, czy takiego co sprzedaje książki, czy tego od kafli ozdobnych, jest to jasne. Nie jest to tylko jasne dla polityków i dyrektorów programowych. Co trzeba zrobić, żeby osiągnąć propagandowy sukces? Wyjść poza zakres widma, który tu opisałem i udrożnić kanały dystrybucji inne niż te już istniejące, na możliwie dużym obszarze. Możliwie dużym, to znaczy w naszym przypadku, powiększonym o te rejony gdzie nie mówi się po polsku. I nie sądzę, żeby chodziło tu tylko o bliską zagranicę. Wręcz jestem przekonany, że im większa egzotyka, tym większa szansa na propagandowy sukces atrakcyjnych treści produkowanych u nas, w zakresach niedopuszczanych przez globalną propagandę. Jest jeszcze jeden sposób na sukces propagandowy – wyizolować całkowicie duży rynek i narzucić na nim swoje zasady, tak jak to zrobili komuniści w ZSRR, lansując swoją, interesującą, kłamliwą, niezwykle przy tym dynamiczną wizję. No, ale na to trzeba mieć stosowne zezwolenia.

Kiedy więc ktoś mówi, że czyjeś życie, przygody czyjaś praca, to gotowy scenariusz filmowy, ten po prostu nie rozumie, że scenariuszem filmowym może być wszystko – fragment książki telefonicznej miasta Tokio, na przykład, albo coś innego równie banalnego. Nie zawsze może nim zaś być życie tak dynamiczne i pełne przygód, jak to które miał za sobą król Harald III. Bo to nie mieści się w zakresach na jakie zezwala globalna propaganda.

Jest jeszcze jeden wątek, bardzo istotny – nic, jeśli nie bierzemy pod uwagę komunizmu i jego glejtów, z tego co wydarzyło się na wschodzie Europy, nie ma prawda znaleźć się w głównym nurcie czy też kanale dystrybucji propagandy, no chyba, że zostanie to ukazane w formie karykaturalnej lub jako aspiracja. I dowodem na to są wszystkie polskie wątki w filmach amerykańskich, brytyjskich i innych. Czy tak musi być? Nie musi, ale sposoby blokowania nie pożądanych w globalnej propagandzie treści, są wyrafinowane i niezwykle skuteczne. A do tego, dla ludzi, których się tymi sposobami obrabia, całkowicie niewidoczne, bądź traktowane jako coś absolutnie fantastycznego. Ostatnio onyx przesłał mi link do dziwnej mapy, na które zaznaczono wszystkie bitwy w dziejach świata. Autor projektu policzył też, który naród wygrał najwięcej bitew, Pewnie będziecie zaskoczeni, ale okazało się, że to Francuzi. Dla mnie, człowieka, który uważa francuską politykę za groźną, ale celową i skuteczną, a momentami nadającą się do naśladowania, nie było to aż takie zdziwienie. Myślę, że dawno, dawno temu, zanim w ogóle powstał internet, ktoś zorientował się, że Francuzi mają zdecydowaną przewagę, jeśli idzie o motywacje bojowe i długą tradycję walki w okolicznościach całkowicie i totalnie im nie sprzyjających. Po takiej konstatacji zaś przystąpił do defasonowania ich ducha bojowego. Zaczęło się od likwidacji najważniejszej we Francji formacji duchowej czyli niepiśmiennych baronów, a potem trzeba było napisać Francuzom historię i zrobić im kulturę pop. I za to zabrali się sponsorowani z Londynu, a potem z USA członkowie organizacji tajnych. Oczywiście czynili to dla dobra republiki i całego narodu. Dziś, trzeba mieć mocne bardzo nerwy, żeby obejrzeć francuski film i się nie porzygać przy tym. Z Polską nikomu nie chciało się nawet w ten sposób patyczkować, bo u nas ilość durniów wierzących w to, że opis galopady gołej baby na koniu, przez ośnieżony step, spowoduje iż świat cały zwróci oczy na Polskę, idzie w dziesiątki tysięcy. Trzeba stawiać bramki w czasie rekrutacji i strażników z psami, żeby się nie pozabijali demonstrując swoje zaangażowanie.

 

Nic mi się wczoraj nie udało napisać, trochę się więc św. Stanisław opóźni. Bardzo przepraszam.

 

Zachęcam do zaglądania na www.prawygornyrog.pl



tagi: rynek  propaganda  filmy  pop kultura 

gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 10:41
44     2279    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 11:17

Filmy jak i cały przekaz medialny są skierowane do już sformatowanego umysłu odbiorcy. 

Od chwili przeczytania Twojego tekstu tłoczą mi się w pamięci moje rozmowy,  choćby z ostatnich tygodni, z różnymi osobami. 

Ich reakcje na wydawało by się moje najbardziej oczywiste uwagi to materiał nad stanem. ..I zakresem wypaczenia umysłów. .

Oczywiście ta przytłaczająca większość uważa ze ze to ja ..my tutaj na pewno. .mamy coś z głową. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 12:06

Francuzi w statystyce cieszą się największą liczbą wygranych bitew, ale nie potrafią wyprodukować i rozdystrybuować ani jednego dorzecznego filmu sławiącego któreś z tamtych zwycięstw, na przykład bitwę stoczoną pod Castillon niedaleko Bordeaux w 1453 roku, gdy wtorbili Anglikom, ponosząc kilkadziesiąt razy mniejsze straty od przeciwników. Wymuszona nieskuteczność to mało powiedziane.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @krzysztof-laskowski 5 stycznia 2019 12:06
5 stycznia 2019 12:13

A wszyscy wierzą w to, że Anglicy są mistrzami  w wygrywaniu

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski 5 stycznia 2019 12:13
5 stycznia 2019 12:18

to jak z mitami o żydowskim sprycie i inteligencji

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @krzysztof-laskowski 5 stycznia 2019 12:06
5 stycznia 2019 13:25

Ciekawe, jak te zwycięstwa liczyli? I kogo za Francuzów uważali? Zwłaszcza kiedy Burgundczycy z paryskimi królami z Isle de France walczyli, albo tacy Gaskończycy, hrabiowie Tuluzy czy Akwitańczycy, przynajmniej w XII - XIV w...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 5 stycznia 2019 12:13
5 stycznia 2019 13:29

W wygrywaniu cudzymi rękami, to i owszem. Do ostatniego cudzoziemskiego żołnierza. Rangersi to też angielski wynalazek, opatentowany za oceanem, ale przy pomocy niektórych klanów stosowany już w Irlandii, choćby w XVI w., zwłaszcza za oszczędnej Elki.

zaloguj się by móc komentować

Gwincinski @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 13:30

Coryllus miesza pojęcia. Wpierw trzeba rozgraniczyć dwie sfery - pop i kultury. Czy chodzi o sukcesy propagandowe w sferze pop czy raczej w tej drugiej domenie? Z wpisu wynika, że mowa jest o sferze pop. Jak wiadomo Wiedźmin to najlepsza gra na rynku na świecie więc tu sukces chyba mamy już za sobą... 

Dwa, Francuzi jako jedyni postawili się holyłódowi (Besson) i dzielnie trwają na posterunku. Sytuacja zatem nad Sekwaną nie jest taka tragiczna. Odwrotnie. To Anglia jest całkowicie podporządkowana dominacji amerykańskiej.

 

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @jolanta-gancarz 5 stycznia 2019 13:25
5 stycznia 2019 14:03

Bardzo celna uwaga! 

Św. Bernard z Clairvaux nie był w naszym rozumieniu Francuzem. Był Burgundem. Jeśli już mamy mówić o  narodowości,  to była ona kościelna :-D Św. Bernard i większość cystersów była dziećmi - w sensie mentalnym -Dictatus Papae. W ogóle zasadniczo lojalność w średniowieczu nie szła podług etnosu. Etniczne pojęcie narodu to wynalazek XiX wieku. O Francji jako narodzie jako tako ukształtowanym można według mnie mówić dopiero pod koniec wojny stuletniej. 

Ja w ogóle śmiem myśleć, że Polska jako naród ukształtowała się wcześniej niż Francja. Pamiętajmy, że Frankowie to nie Francja na litość boską! Gallowie tym bardziej.

Stąd mam pytanie zwycięstwa Karola Wielkiego na czyj poczet są wpisywane?

zaloguj się by móc komentować

chlor @Gwincinski 5 stycznia 2019 13:30
5 stycznia 2019 14:05

W popie i w kulturze schemat i treść są takie same. Są pewne różnice klimatu, np w kulturze goła baba na koniu może być brzydka. Istotne jest tylko to, czy utwór jest dopasowany do światowych kanałów propagandy, czy nie. To jest zasadnicze rozróżnienie.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Gwincinski 5 stycznia 2019 13:30
5 stycznia 2019 14:06

Jak Anglia może być podporządkowana Hoolywood, skoro takie firmy jak Universal robią firmy wyraźnie probrytyjskie w swojej wymowie?

A Wiedźmin to jednorazowy wypadek przy pracy (niestety, bo gra jest dobra). Ta gra jest o niczym, o świecie fikcji. Natomiast Anglicy za pośrednictwem np firmy Ubisoft od ponad 20 lat przekazują swoją wizję ważnych momentów w dziejach świata (seria Assasins Creed). Jedyna konkurencja dla nich do obecnie czeska gra Kingdom Come: Deliverance, ale to za mało i młodzież uczy się historii w wersji przygotowanej przez Anglików.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Pioter 5 stycznia 2019 14:06
5 stycznia 2019 14:18

Nie wiem, czy należy się z tego sukcesu cieszyć. Chodzi o Wiedźmina. Tam jest ukryta propaganda antychrześcijańska.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @jolanta-gancarz 5 stycznia 2019 13:25
5 stycznia 2019 14:30

Metodologia liczy się, ale nawet jeśli liczby bezwzględne przemawiają za wysoką skutecznością poddanych królów Francji od Filipa II Augusta, wyższą, załóżmy, nawet niż poddanych królów Anglii od Athelstana, to w popularnej produkcji filmowej rzecz słabo widać, na przykład film o zwycięstwie pod Bouvines, które odniósł pierwszy z wymienionych królów.

zaloguj się by móc komentować

Gwincinski @chlor 5 stycznia 2019 14:05
5 stycznia 2019 14:38

Nie. Pop i kultura to dwa rozłączne zbiory. Podstawowa różnica polega na tym , że celem nr1 robienia popu jest rozrywka, celem zas robienia kultury jest nauczanie. 
Np. prawda historyczna w popie nie ma żadnego znaczenia. Dobry pop może odnosic się do jakiejś prawdy ale kompletnie nie musi. Weźmy Inglorious bastards, Hitler zamordowany w teatrze przez komando żydowskie. :D 

To tez podstawowy błąd na prawicy - nie rozróżnianie tych dwóch rozłącznych sfer i obciążanie popu jakąś obowiązkową prawdą.

W tym duchu rozumując dobry film o powstaniu warszawskim powinien być filmem o zwycięstwie. Polscy powstańcy pobili Niemców i szlus. Tak należy rozumować.

Generalnie w dobrym popie to my wygrywamy wszystkie wojny i jesteśmy najlepsi. Prawda nas g. obchodzi.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Gwincinski 5 stycznia 2019 14:38
5 stycznia 2019 14:49

Nauczanie. Według przepisu KEN. Czyli fałszowanie prawdy. 

.

Prawdy historycznej to MY tu pod dowództwem Gabriela szukamy. I znajdujemy. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Gwincinski @Pioter 5 stycznia 2019 14:06
5 stycznia 2019 14:50

He he, wiedźmin to wypadek przy pracy? o czym pan mówi?

Wiedźmin to mistrzostwo swiata. Ubogi kraik wyprodukowal najlepszą grę na świecie. Nie można w tej domenie nic więcej osiągnąć. 

Dwa, Anglia - fakt ze statystyk, może wyprodukować film kinowy tylko do budżetu 4 mln$ bo więcej się po prostu nie sprzeda biletów na wyspie. Dlatego każda superprodukcja brytyjska jest tak naprawdę produkcją amerykańska - Harry Potter, Sherlock Holmes itd. Teraz to czy amerykanie robią filmy probrytyjskie to juz zupełnie inna para kaloszy, bo to jest robienie propagandy amerykanskiej by proxy rzekłbym - nie darmo Tony Blair opowiadał o atomówkach w Iraku. Tymczasem Francuzi sieknęli film za 180 mln$, z czego sprzedali u siebie biletów za 36 mln. Film wyszedł na prostą po pokazach w Chinach i ostatecznie się zwrócił z zyskiem 30 mln. To jest dopiero akcja. 

zaloguj się by móc komentować

Gwincinski @Maryla-Sztajer 5 stycznia 2019 14:49
5 stycznia 2019 14:55

Pop i kultura to domeny każdej zorganizowanej społeczności. Chyba tylko Apacze nie mieli popu. Państwa kolonialne, społecznosci podbite nie mają wlasnej kultury bo nie mogą mieć - nie są państwami i społecznościami w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Innymi słowy Gabriel organizuje komplety.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Gwincinski 5 stycznia 2019 14:55
5 stycznia 2019 14:57

Robi co może w zadanych warunkach.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @mniszysko 5 stycznia 2019 14:18
5 stycznia 2019 15:05

Nie mogło jej nie tam być, skoro została oparta o twórczość Sapkowskiego, a jego stosunek do chrześcijaństwa najlepiej oddaje Narrenturm.

Ogólnie Wiedźmin jest bardzo dobrą grą, ale jest również grą o niczym. Jeśli przyjrzymy się takiemu Skyrimowi to mimo tego, że jest to gra słabsza, to propagandowo jest znacznie lepiej przygotowana - tam jest cała mitologia nordycka. W Wiedźminie natomiast jest mieszanka wszystkiego, bo autorzy (poczynając od Sapkowskiego) nie potrafili się zdecydować co właściwie chcą nam przekazać.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Gwincinski 5 stycznia 2019 14:50
5 stycznia 2019 15:36

Wie Pan, to że jest Pan także i Polskim produktem, to nie oznacza, że może Pan mówić "Ubogi kraik", bo raz, że nie wypada, dwa naraża się Pan na zarzut, bycia najlepszym dowodem na to, że Polska to ubogi kraik. Przepraszam za off topic. 

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 16:13

Kino jest zdominowane przez Amerykanow i Brytyjczykow. Bo to oni maja sprawne i zorganizowane kanaly dystrybucji a przez to dostep do umyslu mas.

A masy?

Zyjemy w swiecie smartfonow i internetu, wszystkie wiadomosci, nowosci, przesuwaja sie przed oczami ludzi juz nie z predkoscia tasmy w aparacie filmowym ale sondy kosmicznej.

Dlatego latwiej i wygodniej jest zrobic film o wojnie w Afganistanie czy czasami jeszcze dorzucic cos z I wojny swiatowej. To publika przelknie.

A film o Haraldzie III?  Tu trzeba miec jakas wiedze i troche pomyslunku. Chyba cale kino by ziewalo.

zaloguj się by móc komentować

olekfara @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 16:21

" Co trzeba zrobić, żeby osiągnąć propagandowy sukces? Wyjść poza zakres widma, który tu opisałem i udrożnić kanały dystrybucji inne niż te już istniejące, na możliwie dużym obszarze. Możliwie dużym, to znaczy w naszym przypadku, powiększonym o te rejony gdzie nie mówi się po polsku. I nie sądzę, żeby chodziło tu tylko o bliską zagranicę. Wręcz jestem przekonany, że im większa egzotyka, tym większa szansa na propagandowy sukces atrakcyjnych treści produkowanych u nas, w zakresach niedopuszczanych przez globalną propagandę. Jest jeszcze jeden sposób na sukces propagandowy – wyizolować całkowicie duży rynek i narzucić na nim swoje zasady, tak jak to zrobili komuniści w ZSRR, lansując swoją, interesującą, kłamliwą, niezwykle przy tym dynamiczną wizję. No, ale na to trzeba mieć stosowne zezwolenia."

Minister Gowin, to opacznie rozumuje powiększenie o te rejony, gdzie nie mówi się po polsku. Wygląda na to, że język polski wcale nie jest potrzebny, szlaban i już, polskie źródełko ma wyschnąć i rejony, gdzie się pisze i mówi po polsku mają zniknąć. Problem rozwiązany , przecież rozwiązany.

zaloguj się by móc komentować


qwerty @Szczodrocha33 5 stycznia 2019 16:13
5 stycznia 2019 17:03

chyba, że Harald III był inspiracją dla Beatlesów, wtedy będzie hit

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Szczodrocha33 5 stycznia 2019 16:13
5 stycznia 2019 17:03

chyba, że Harald III był inspiracją dla Beatlesów, wtedy będzie hit

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Kuldahrus 5 stycznia 2019 17:00
5 stycznia 2019 17:04

Serial zaś o Vikingach ma sporą liczbę oglądających, która nie ubywa a wręcz przeciwnie ...

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Gwincinski 5 stycznia 2019 13:30
5 stycznia 2019 17:10

To był sukces indywidualny tych twórców, zrobili po prostu bardzo dobrą grę.
Gra, jeśli chodzi o fabułę została oparta o książkę, która akurat wpisuje się w ten główny kanał o którym pisał Coryllus.

Besson przecież się nie postawił tylko popłynął z hollywoodzkim nurtem.

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @Gwincinski 5 stycznia 2019 13:30
5 stycznia 2019 18:33

Sorry, że się wetnę, ale trudno uznać Bessona za "stawianie się  Hollywood". Bessona pierwszy znany tzw. popularny film to "Wielki Błękit" ( o mistrzach świata w tzw. swobodnym nurkowaniu) z 1988 r., który miał być osnuty na prawdziwej historii nurka Jaquesa Mayola i był sympatycznym filmem w greckich dekoracjach z niebieskim morzem, ale Bessonu zachciało się zrobić "ambitniej" i "zagubił Mayola w głębiach morskich" a prawdziwy żył do 2001 r. i zmarł w wieku lat 74. Wobec czego Europa jeszcze to przełknęła i film osiągnął sukces ale już w USA - zero sukcesu, bo nie było "optymistycznego zakończenia".
Co ciekawe, film "dźwigała" dla celów komercyjnych Rosanna Arquette, weteranka Hollywood.  Czyli Besson "poddał się od razu".

Kolejny głośny film to "Nikita", w którym pan Besson wprowadza wątek "związku emocjonalnego" zawodowego zabójcy i nimfetki z USA - ambitnej nad wszelkie wyobrażenie Natalie Portman, polującej od dzieciństwa na Oscara.  Czyli : "pedofilia puka do drzwi" i "wszyscy się zachwycają" tą Nikitą, które to imię ma być rosyjskiego pochodzenia, z tym, że Nikita to imię męskie. Pamiętam, jak w Polsce śmiali się niektórzy krytycy z tych francuskich zapatrzeń w Rosję.

Największy budżet i zwrot z kapitału był z "Piątego elementu" (1997) ale tam obsada była ściśle amerykańska: Bruce Willis, Milla Jovovich (ówczesna małżonka, Amerykanka pochodzenia rosyjskiego), Gary Oldman. I scenariusz pisany do spółki z amerykańskim scenarzystą Robertem Markiem Kamenem. Dekoracje miasta sf - jak Nowy Jork "100 lat później'. Budżet 90 mln USD, przychody -263,9 mln USD.
No i "wielkie francuskie uderzenie" czyli "Joanna D'Arc" ( The Messenger:The Story of Joan of Arc),jak najbardziej francuska historia, można powiedzieć - kultowa.  No i kogóż mamy w "kultowej historii Francji": Dustina Hoffmana, FAye Dunaway , Johna Malkovicha i język angielski obowiązkowy. Milla Jovovich też jest anglojęzyczna. Na film wydano 60 mln USd, podobno zebrał z rynku 67 mln USD. U księgowych w Hollywood to jest porażka.

W tym czasie startowała też w USA superprodukcja francusko-niemiecko-włoska  "Asterix i Obelix kontra Cesar" z Christianem Clavier i Gerardem Depardieux i zebrała w USA bardzo skromne wyniki. W Europie był szał.

Luc Besson odkuł się finansowo na filmie "Taxi" - francuskojęzyczna papka dla młodocianych wielbicieli szybkich samochodów skierowany do widowni męskiej 12-25. Oczywiście już z "multi-kulti" i otwartymi dialogami o sexie. To się przyjęło  bardzo a Luc Besson był szczęśliwy, bo jako producent wydał 8,7 mln USD z zgarnął 44,5 mln USD. Mała rzecz a cieszy.  Tak zachwycił młodocianych mężczyzn, że dokręcił zaraz Taxi2 - przebitka 10mln - 64 mln USD a w roku 2003 "Taxi 3" za 14,5 mln - i zbiory finansowe 64,5.

Ale to był rok 2003 i Luc Besson to była inna liga niż Gore Verbinsky ( nasz człowiek, po tatce) z Hollywood, który  wyreżyserował "Piratów z Karaibów.Klątwa Czarnej Perły" z Dariuszem Wolskim za kamerą - za 140 mln USD a film zgarnął 654 mln USD.
"Skrzynia umarlaka" nadal reżyserowana przez Gore'a Verbinskiego - w 2006 r. za 225 mln USd dała 1.066 mln USd.

Francuski film już dawno nie istnieje a dzieła Luca Besson są tego przykładem.  Film "Taxi" bardzo się spodobał specom w Hollywood, ale nakręcili "po swojemu" czyli po angielsku i w amerykańskiej obsadzie oraz politycznie poprawne. W efekcie na film wydano 25 mln USD a zwróciło się zaledwie 68 mln USD. Niby przebitka ładna, ale zaczął się czas "przychodów miliardowych".

Luc Besson NIE podbił żadnym filmem rynku amerykańskiego. Film "Nikita" był wystarczająco nihilistyczny, aby zachwycali się nim krytycy a film "Piąty element" ciągnął Bruce Willis.

Polityka "ośrodków imperialnych" jest bezlitosna a  Francja już nie jest od dawna - imperium. Również w sztuce i w pop-sztuce.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @pink-panther 5 stycznia 2019 18:33
5 stycznia 2019 18:54

Ta Joanna to byl wyjątkowy fajans, sugestia była taka, że jej objawienia to kuszenie w rzeczywistości, głosy zaś to głosy demonów. A Jovovich jest chyba Serbką z pochodzenia

zaloguj się by móc komentować


papinka @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 19:29

Francuzi mają zdecydowaną przewagę, jeśli idzie o motywacje bojowe i długą tradycję walki w okolicznościach całkowicie i totalnie im nie sprzyjających

Ja to czytam, ze Francuzi sa mniej kumaci i pozno sie orientuja, ze juz przegrali.  Dopiero w II WS zachowali sie zgodnie z nowo nabyta umiejetnoscia rozpoznawania ich prawdziwej sytuacji.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @papinka 5 stycznia 2019 19:29
5 stycznia 2019 19:31

Czytania uczyłeś się trochę po łepkach, jak widzę...

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @gabriel-maciejewski 5 stycznia 2019 18:54
5 stycznia 2019 19:43

Joanna była jedną z czterech ukochanych małżonek pana Bessona, z których dwie intensywnie lansował w filmach. Pani Milica (Milla) Jovovich urodziła się jak najbardziej w ZSRR w roku 1975 jako córka radzieckiej aktorki Galiny Loginowej i Serba "na występach w ZSRR" dr Bogicza (Bogdana) Jowowicza. Chodziła nawet do przedszkola w Dniepropietrowsku. Rodzina przeniosła się do Moskwy a następnie zdołała wyemigrować do Londynu a potem do Sakramento. Matka z powodu problemów językowych nie zrobiła kariery aktorskiej a trudno ocenić, czy pan Bogdan zalegalizował dyplom. Chyba nie, bo piszą, że "małżeństwo pracowało jako służba w domu reżysera Briana de Palmy".
Rodzice się rozwiedli dość szybko i Milla w roku 1988 dostała braciszka przyrodniego (kiedy miała lat 13). W 1994 tatko został zaaresztowany i poszedł siedzieć na 20 lat za "malwersacje finansowe' i na stałe zszedł ze sceny. Matka zaczęła małoletnią córkę, jak to w ZSRR - włóczyć po castingach na modelkę i ostro gnać do nauki różnych pożytecznych przedmiotów.  Modelką została podobno  w wieku lat 12.
Po raz pierwszy pojawiła się w filmie w wieku lat 13 u reżysera Zalmana Kinga Lefkowitza pt. "Too Moon Junction" To był jego debiut reżyserki. Następny film to była "Dzika Orchidea" z 1989 r. otwarcie nazwany "amerykański film erotyczny", bo w takich specjalizował się ten reżyser. Generalnie ten pan kręcił filmy spod znaku Playboya, który nawet załatwiał mu dystrybucję.
 W tych filmach "ginęły kariery" bardzo młodych i bardzo ładnych - modelek, które "aspirowały".

W roku 1991 r. zagrała w absolutnym kiczu "Return to the blue Lagoon" (sequel oryginału z 1980 r. pod hasłem: młodzi, niewinni, rozebrani na bezludnej wyspie") . I potem długo nic, aż wypatrzył ją koneser pięknych kobiet Luc Besson i ożenił w 1997 i w tym też roku obsadził ją w głównej roli w owym "Piatym elemencie'.  Potem była "wielka produkcja" czyli "Joanna D'Arc" w 1999 i wtedy też się państwo rozwiedli.

W 2002 r. zagrała w horrorze "Resident Evil" na podstawie japońskiej gry komputerowej. Wyreżyserował to Anglik Paul W.S. Anderson, który został jej tzw. stałym partnerem. Para się pobrała w 2009 r.

Jak to mówią: zawodniczka wagi ciężkiej. Aktorka żadna ale za to - bardzo zdeterminowana a jeszcze bardziej zdeterminowana była mamusia, która wysłała ją do szkoły modelek, kiedy miała lat 10. To, co musiała przejść na początku, to byłyby niezłe akta sądowe w sprawach o pedofilię, ale oczywiście, ja tylko zmyślam sobie.

PS. A jaki film o Świętej KRK mógł nakręcić facet, który kręcił czarne kryminały z niemfetkami w rolach głównych. Diabelstwo w stanie czystym.

 

 

 

 

https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%99%D0%BE%D0%B2%D0%BE%D0%B2%D0%B8%D1%87,_%D0%9C%D0%B8%D0%BB%D0%BB%D0%B0

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Kuldahrus 5 stycznia 2019 19:28
5 stycznia 2019 19:47

 Jak najbardziej. Hasło filmu: zawodowy zabójca to też człowiek i ma uczucia. Zwłaszcza dla małych, opuszczonych dziewczynek zasadniczo niedojrzałych w sensie erotyczym.

zaloguj się by móc komentować

S80 @gabriel-maciejewski
5 stycznia 2019 20:17

A propos - dzisiaj (i jutro) w publicznej tv:
https://www.filmweb.pl/film/Medicus-2013-655701

zaloguj się by móc komentować

klon @Gwincinski 5 stycznia 2019 14:38
5 stycznia 2019 20:47

"To tez podstawowy błąd na prawicy - nie rozróżnianie tych dwóch rozłącznych sfer i obciążanie popu jakąś obowiązkową prawdą."

Nie o "obowiązkową prawdę" chodzi / jak dla mnie / a o zrozumienie, że pop, jak Papcio Chmiel: bawiąc uczy - ucząc bawi! Treści zapodawane w dziełach pop-kultury niosą przekaz szkodliwy z punktu widzenia "prawicy". Utrwalane są stare lub wprowadzane "nowe narracje". Rzec można - kłamstwa po prostu!

Oczekuje Pan pop'u czystego od propagandy? Toż przecież i tzw kultura wyższa, świadomie lub nie, podporządkowana jest, w pewnym stopniu, propagandzie. Tego, jako "robiący w kulturze", Pan nie zauważa? 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @pink-panther 5 stycznia 2019 19:43
5 stycznia 2019 21:10

Oczywiście to Milla Jovovich była "jedną z czterech  żon pana Bessona". Joanna D' Arc była bohaterką jego filmu. Kolejny ateista o Świętych Katolickich. Jak  ślepy o kolorach.

zaloguj się by móc komentować

DrWall @gabriel-maciejewski 5 stycznia 2019 12:13
5 stycznia 2019 22:33

Jeżeli chodzi o tych "mistrzów w wygrywaniu", to polecam zapoznać się z przebiegiem niewielkiej, ale ważnej bitwy pod Fuengirolą. To też byłby filmowy cymesik, jeżeli weźmie sie pod uwagę uczestników, przebieg i finał potyczki, ale szanse na to są raczej żadne.

 

https://es.wikipedia.org/wiki/Batalla_de_Fuengirola

https://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/304209880-Bitwa-pod-Fuengirola-Jak-polscy-piechurzy-pobili-Brytyjczykow.html

zaloguj się by móc komentować

Caine @DrWall 5 stycznia 2019 22:33
5 stycznia 2019 23:07

To niedawno było na SN...

Może i cymesik, ale kto by dystrybuował film?

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @DrWall 5 stycznia 2019 22:33
5 stycznia 2019 23:21

Też mi się spodobała ta bitwa.:))) Zero szans na sfilmowanie, a przygód tam było co niemiara.

http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/kpt-mokosiewicz-gen-blayney-fuengirola-i-masakra-wizerunkowa-brytanii

zaloguj się by móc komentować

DrWall @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 00:12

Prawda, pisałaś o tym. Całkiem mi uciekło z głowy. Ale ze mnie gamoń :-).

zaloguj się by móc komentować

DrWall @pink-panther 5 stycznia 2019 23:21
6 stycznia 2019 00:14

I na dodatek nawet to linkowałem na fejsie :-).

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @DrWall 6 stycznia 2019 00:14
6 stycznia 2019 00:30

I coś w pamięci zostało. I o to chodzi:)))) Pozdrowienia.

zaloguj się by móc komentować

DrWall @pink-panther 6 stycznia 2019 00:30
6 stycznia 2019 00:34

Akurat o tej bitwie, to wiedziałem juz wcześniej czytając właśnie coś na temat Somosierry. Niemniej Twój tekst, jak zresztą zawsze to robisz, opisał ją barwnie i nadzwyczaj interesująco. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować