-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O ocenie słowa pisanego

Odkąd pamiętam mam zawsze wokół siebie życzliwych ludzi, którzy chcą dla mnie samego czynić dobro, w dodatku w najszczerszych intencjach. Interesuje ich tylko i wyłącznie to, bym się wzbogacał duchowo i doskonalił. Tak było, jest i jak przypuszczam będzie. Wyjątkiem były te momenty, kiedy urywałem się ze sznurka i szedłem w miasto, albo miałem jakieś dłuższe przerwy w życiorysie związane z imprezowaniem. Wtedy życzliwi ludzie mówili – o, z niego już nic nie będzie. Byli to ci sami ludzie, którzy wcześniej próbowali udoskonalać moje działania, dodam dla ułatwienia. Tak więc, z grubsza rzecz ujmując, toczyło się moje życie – od wysłuchiwania dobrych rad, do lekceważącej obojętności, a nawet pogardy ze strony bliźnich. Wiem, że wielu ludzi ma podobne doświadczenia, a więc się tym przesadnie nie ekscytuje. Jak wiecie zawodowo zajmuję się pisaniem. Jest to w dodatku tak szczęśliwa okoliczność, że nie muszę już pisać dla nikogo i nie muszę się troszczyć o niczyje opinie. Piszę dla siebie i robię co chce. To jest zdaje się ta mityczna wolność twórcy. Koszta jej są ogromne i sądzę, że będą rosły, ale powiem Wam, że nie zamieniłbym się z nikim na żadne puchowe piernaty, dom ze złotym basenem i oszkloną windę. Mam to w nosie. Wolność wyrażania swoich poglądów w formach, jakie uznam za słuszne jest największą wartością i nic nie może się z nią równać.

Jak również wiecie mam za sobą wiele poważnych i ciężkich doświadczeń warsztatowych, a ponieważ od dłuższego czasu interesuje mnie tylko pisanie, traktuję te doświadczenia serio, choć osobom postronnym one mogą się wydawać niepoważne. Czego one dotyczą? Sprzedaży tekstów głównie. Jak pamiętacie, a może nie, przez długie lata żyłem w ten sposób, że wysyłałem do różnych redakcji gotowe teksty. Pisałem ich najpierw bardzo dużo, na tematy, które wydawały mi się ciekawe i rozsyłałem mailem, albo niosłem osobiście. Czasem polecano mnie w jakimś miejscu, ale było to doprawdy rzadkością i zdarzyło się może ze dwa razy. Nie jest łatwo obcemu, nieznanemu autorowi sprzedać tekst w redakcji, która płaci tylko swoim i tylko za zlecone. No, ale jakoś się udawało. Z tego doświadczenia wziąłem podstawową zasadę rządzącą moim życiem i biznesem. Brzmi ona – w sposób wiążący oceniać tekst może tylko ta osoba, która decyduje o dystrybucji. Koniec, kropka. Reszta ma siedzieć cicho i słuchać. Dlaczego tak? Bo tylko ta osoba ryzykuje naprawdę. Reszta chcę się bawić w fikcję, czyli w budowanie sztucznych hierarchii wartości, które w realnym świecie nie istnieją. To jest nawyk uniwersytecki, a co za tym idzie z istoty nieważny. Teraz kolejna zasada. Kto może budować hierarchię jakości? Tylko ten, kto potrafi potem taką hierarchię obronić. A jak wygląda ta obrona? Wiemy to już z punktu pierwszego – ona polega na sprzedaży i promocji tekstów, za pomocą samej tylko emanacji siły płynącej z palców i oczu. Wiem to wszystko z całą pewnością, albowiem podjąłem w życiu taką ilość głupich i nieprzemyślanych decyzji, że nikt nie może się ze mną równać.

Nasze przedsiębiorstwo zorganizowane jest na powyższych zasadach, które są zdrowe. Poznajemy to po tym, że ja nigdy nie zgłaszam do nikogo pretensji o nic, a czynię to albowiem decyzję podejmuję sam. Ktoś może mnie oczywiście zasugerować, albo przekonać, ale to nie zmienia faktu, że decyzję podejmuję ja i ja za nią odpowiadam.

Teraz pora na omówienie niezdrowych zasad. Otóż ludzie zabierają się zwykle do oceny tekstów poprzez porównanie ich z innymi tekstami. To jest działanie bezsensowne, bo ono tworzy tylko pomieszanie hierarchii, ktoś na przykład, kojarzy coś z czymś innym na zasadzie podobieństw w brzmieniu słów, a innemu przypomni się, że w tym i w tamtym opowiadaniu była trumna i one przez to są podobne. W ten sposób omawia się lektury na języku polskim w szkole, a także na uniwersytecie. Metoda ta ma same wady, ale daje duże pole manewru ludziom zarządzającym rynkiem. Rynki zaś, o czym nigdy nie możemy zapominać są globalne. My, pisząc po polsku i czytając po polsku nie jesteśmy uczestnikami rynku literatury i treści głębokich, bo ten istnieje dziś tylko w języku angielskim. My jesteśmy uczestnikami rynku chamskiej propagandy, a przez to w tekstach pisanych po polsku najważniejsza jest treść i intryga. Ona musi być sformatowana tak, by zgrywać się z trendami globalnymi na tym rynku. Jeśli po takiej konstatacji na scenę wchodzi młodzieniec i wygłasza tyradę na temat jakości prozy Olgi Tokarczuk, która z jakichś przyczyn wydaje mu się lepsza niż proza Magdaleny Tulli, to jest ów pan idiotą, albo nasłanym prestidigitatorem, który ma przekonać tak zwaną myślącą część społeczeństwa, że ich dusze są dla kogoś coś warte i dyskusja o literaturze w języku polskim to jest jednak dyskusja o jakości i prawdzie. Nie jest. Wszyscy to wiemy.

Po co formatuje się rynki globalne wszyscy wiemy – żeby ułatwić maksymalnie dystrybucję. Jeśli idzie o nasz rynek wszystko jest jasne – wartościowe są tylko te książki i opowiadania, które traktują o homoseksualistach, żydach i złym Kościele. Reszta nie ma szans na zdobycie czytelnika, bo ten czytelnik nawet nie wie czym miałby się tam ekscytować. Wymienione treści są ważne, ponieważ zdecydował o tym ktoś, kto zarządza kanałem dystrybucji. I tu dochodzimy do początku naszych rozważań – dyskusja o jakości ma sens wtedy jedynie kiedy mamy do dyspozycji niezależny kanał dystrybucji. Czy mamy taki kanał? Tak mamy, jest nim ten blog oraz portal Szkoła nawigatorów. Czy może się on równać z globalnymi kanałami dystrybucji? W żaden sposób. Nasz kanał jest wąski, niedrożny i leży na obrzeżach rynku. Jest jednak jedna szczęśliwa okoliczność, która podnosi jego rangę. Żeby rynek propagandy globalnej mógł działać, musi być bezwzględnie wiarygodny. To zaś osiąga się na dwa sposoby – poprzez pranie mózgów dzieciom i poprzez kreowanie autorytetów. Rynek globalnej propagandy więc ma do dyspozycji niewielkie tylko spektrum ludzkiego życia, które wiąże się z młodzieńczym entuzjazmem, a jeśli ten minie, łączy się z terrorem środowiskowym, któremu poddany jest odbiorca. W innych przypadkach rynek propagandy staje się mową trawą dla frajerów. Wszystko bowiem ma swoje ograniczenia. Ponieważ większość ludzkiego życia, to czas rozczarowań i goryczy, pojawia się popyt na treści inne niż te istotne dla globalnego rynku propagandy. Takie na przykład jak te promowane na tym blogu. Dochodzi czasem do sytuacji kuriozalnych i one, mam wrażenie będą narastać, kiedy to samo milczenie na temat treści innych niż istotne na rynku globalnej propagandy, będzie dla nich nie do zniesienia. No, ale centralnie dystrybuowana propaganda, dla której podstawową wartością jest wolność jednostki nie może zmienić zasad przez siebie wprowadzonych. Będą więc wymownie milczeć popierdując z cicha, że tak tu zacytuję nieśmiertelną frazę Edwarda Redlińskiego.

Jak wiecie nasz kłopot podstawowy to promocja, ta bowiem nie może się odbywać przez milczenie, choćby nie wiem jak wyniosłe, naszych wrogów. Ona musi przybierać inne jakieś formy. Ja w tej kwestii robię co mogę, ale ponieważ mam poważne ograniczenia wiele ponadto, co zrobiłem do tej pory uczynić nie mogę i nie potrafię. Poza tym moja misja polega na pisaniu książek, bez których całe to przedsięwzięcie nie ma sensu. Jeśli więc podejmuję jakieś działania, na przykład zmieniam nieco formułę bloga, wprowadzając tu fragmenty powieści, albo inne jakieś formy, to chciałbym być dobrze rozumiany. Ja wiem, że wielu kolegów ma za sobą nieudane w sensie rynkowym doświadczenia z beletrystyką i ma też za sobą coś, co oni uważają za przemyślenia poważne, a co w istocie jest pomieszaniem hierarchii. Uważają oni, że mają prawdo do ocen tego co się tu, w formach beletrystycznych ukazuje. Chciałbym, żebyśmy wszyscy, ze względu na cel naszej misji a także na zagrożenia, jakie są dookoła, zachowywali się poważnie. To co koledzy uważają za beletrystykę i w czym chcą lub chcieli kiedyś zaistnieć, jest jedynie niszową próbą odwrócenia trendów w naszym kawałku rynku propagandy. I nie ma sensu z istoty. Ja oczywiście jestem za tym, by oni umieszczali swoje teksty w portalu SN, ale mówię jasno – nie mam możliwości, żeby to sprzedać, a więc rzecz ma wymiar rozrywkowy i ważna jest tylko wtedy kiedy zostanie zaakceptowana przez osobę decydującą o dystrybucji treści na tym obszarze czyli przeze mnie. Ja zaś póki co akceptuję wszystko i wszystkich.

Niepoważne jest moim zdaniem wszczynanie dyskusji wokół treści beletrystycznych, czy to moich czy innych i ocenianie ich według zasad przyjętych na lekcjach języka polskiego. Naszym celem nie jest zbudowanie miniagory z własną hierarchią, a następnie przebranie się w jakieś fajne ciuchy i szpanowanie przed dziewczętami. Ten cel jest inny, jest nim zorganizowanie własnego, niezależnego kanału dystrybucji. Czyli dotarcie do jak największej liczby nowych odbiorców lansowanych tu treści oraz przekonanie ich, by zostali tu na długo, a może na zawsze. Jeśli ktoś ma jakieś twórcze propozycje w tym zakresie i jeśli potrafi podjąć ryzyko, by je zrealizować, to ja kogoś takiego chętnie posłucham. Jeśli zaś ktoś chce mi powiedzieć, że moja beletrystyka, zaprezentowana tu ostatnio w trzech odcinkach jest gorsza od czegoś tam, lub lepsza od czegoś tam, mam do niego tylko jedno pytanie – bracie, jaką część nakładu zalegającego mój magazyn zamierzasz wykupić? To wszystko na dziś. Dziękuję za uwagę.

Jak pewnie już wszyscy wiedzą okoliczności zmuszają mnie do ogłoszenia tutaj pokornej prośby o wsparcie tego bloga. Jeśli ktoś uzna, że moja ośmioletnia, jakże intensywna działalność, warta jest jakiegoś zaangażowania, ponad wpisanie komentarza pod tekstem, będę mu nieskończenie wdzięczny za pomoc.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

 

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2



tagi: rynek  propaganda  literatura  zamilczanie 

gabriel-maciejewski
24 września 2017 10:06
23     1641    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
24 września 2017 10:43

Delikatnie i na temat. Mnie dało do myślenia i nawet poczułem się jak facet, który do górskiego potoku wrzuca puszki po piwie, licząc że zmienią się w urocze okręciki. Żartuję oczywiście, rozumiejąc, że "Szkoła Nawigatorów" nie może zmienić się w łźe literacki humbug gromadzący ku satysfakcji wrogów, rozmaitych pisarczyków - nieudaczników. Co za dużo, to niezdrowo. Wiadomo. 

Pozdrawiam serdecznie

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Jacek-Jarecki 24 września 2017 10:43
24 września 2017 10:49

Jedno pytanie Jacek: czy krytykowałeś moje teksty z serii beletrystycznej? Jeśli nie, to siedź sobie spokojnie nad potokiem i wrzucaj okręciki. Jak chcę kogoś usunąć z bloga to go wyrzucam i nie marnuję całego poranka na pisanie tekstu o tym. To nie jest komunikat do Ciebie, bo Ty nie widzisz całego zaplecza. Nie ekscytuj się więc niepotrzebnie. 

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
24 września 2017 10:55

Ja się nie ekscytuję, ale to dość oczywiste, że nie możesz zmienić Szkoły w tak zwany "portal literacki", bo i nie taka jej rola, jak mniemam. Nie mogę się przemóc, by wrócić do pisania publicystyki, a po latach pisania w sieci, trudno mi bez jakiegokolwiek kontaktu z czytelnikiem. Dlatego się wkradłem do Ciebie, bez żadnych zresztą aspiracji. czy ukrytych konceptów. A biorę wszystko do siebie, bo taki już jestem, za co przepraszam.

zaloguj się by móc komentować


Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski 24 września 2017 10:58
24 września 2017 11:12

Nie biorę, doczytałem do czego pijesz, ale dla porządku wewnętrznego schowałem swój nieszczęsny tekst. Niech sobie siedzi na zapleczu. 

zaloguj się by móc komentować


Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski 24 września 2017 11:17
24 września 2017 11:39

To też prawda, ale ja cały jestem już bez sensu. Ot, balast. 

Przepraszam, że w ogóle zacząłem tą gadkę. Też bez sensu. Zacznę pisać o sprawach ważnych und realnych, to opublikuję tekst. Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @Jacek-Jarecki 24 września 2017 11:12
24 września 2017 12:11

Wyjmuj psia mać tekst i dawaj na blog i  nie odbieraj mi pozycji pierwszego nieśmiałka.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Rozalia 24 września 2017 12:11
24 września 2017 12:39

Zgadzam się, że p. Jacek nie może tak zostawiać czytelników, którzy się rano nie załapali.......SN to blog wolnego słowa, nie musi być zawsze ważne&realne, ale musi być dobre 

ps. tekst można przeczytać jeszcze wchodząc w komentarz Grzeraltsa http://grzeralts.szkolanawigatorow.pl/komentarze no ale to przecież nie o to chodzi by tak go szukać

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Rozalia 24 września 2017 12:11
24 września 2017 12:39

Zgadzam się, że p. Jacek nie może tak zostawiać czytelników, którzy się rano nie załapali.......SN to blog wolnego słowa, nie musi być zawsze ważne&realne, ale musi być dobre 

ps. tekst można przeczytać jeszcze wchodząc w komentarz Grzeraltsa http://grzeralts.szkolanawigatorow.pl/komentarze no ale to przecież nie o to chodzi by tak go szukać

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ainolatak 24 września 2017 12:39
24 września 2017 12:44

Ach wy użytkownicy jescze po pół roku potraficie znaleźć moje błędy :)  nie miałoby to być widoczne :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski
24 września 2017 12:48

nie zgłaszałam Ci wcześniej, bo i po co ;) a teraz jak w sam raz się przydało :) 

no ale znaleźć mógł tylko ten co czytał i komentował :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @parasolnikov 24 września 2017 12:44
24 września 2017 12:57

ten powyższy koment oczywiście był do Ciebie

ps. ale gdyby było jeszcze mało poprzednich mogę zgłosić to, że czasem jest jedno kliknięcie wstaw, a dwukrotnie wskakuje ten sam koment ;))

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @parasolnikov 24 września 2017 12:44
24 września 2017 13:06

Z linka umieszczonego przeze mnie na twitterze, w czasach, gdy jeszcze wierzyłem w sens tego co robię ( przynajmniej na dobre 5 % ) czyli dzisiaj rano, też nadal można wejść na tekst. Mnie to nie przeszkadza, ale fakt faktem. 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Jacek-Jarecki 24 września 2017 13:06
24 września 2017 13:09

Z linku ma zawsze byc widoczne tak miało być, a z tymi komentarzami to musze przemyśleć :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @parasolnikov 24 września 2017 13:09
24 września 2017 13:16

a co jakbyś nie musiał? 

znaczy myśleć ;)

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ainolatak 24 września 2017 13:16
24 września 2017 13:24

Nie wiem zawsze musiałem :D

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
24 września 2017 13:34

Kiedyś za małym artykułem w prasie stała jakaś praca w redakcji lub archiwum, czy bibliotece lub/i związana z wyjazdem w tzw. teren, a dzisiaj kiedy standardy kroi główny księgowy to tnie się koszty do minimum, a standard leci wtedy na łeb na szyję. Najbardziej widoczne jest to na onecie, gdzie jacyś freelancerzy pisują artykuły - często pod sensacyjnymi tytułami - plasowane na pierwszej stronie. Czyta człowiek i widzi nieporadności językowe, czasami nawet ewidentnie alogiczne wnioskowanie. Dociera się na koniec, a tam odnośnikiem jest jedna pozycja literaturowa i jest to książka lub jakiś artykuł podparty często ciotką Wiki.

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @tadman 24 września 2017 13:34
24 września 2017 13:58

Fama głosi, że tego już nie piszą ludzie tylko automaty. Może Fama jest głupia,  ale kto wie, na krótkich info można testować sztuczną 'inteligencję'.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Rozalia 24 września 2017 13:58
24 września 2017 14:51

Nie jest to wykluczone, ale ta AI dopiero raczkuje i stawia dość chwiejne kroki, więc średnio inteligentny czytelnik wyczuwa takiego bota.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @ainolatak 24 września 2017 12:39
24 września 2017 15:55

Miło mi. A tekst jest super. Zresztą caly ten zbiór opowiadań czyta się świetnie.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Grzeralts 24 września 2017 15:55
24 września 2017 17:14

cieszę się, że nie tylko ja doceniam takie opowiadania...

a wszelkim wszechwiedzącym doradcom, niespełnionym pisarzom, wywołującym niepotrzebne zamieszanie....

można doradzić założenie własnego bloga i pokazać dzwi ;)

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @ainolatak 24 września 2017 17:14
24 września 2017 21:58

Znakomity tekst Gospodarza, chociaż przyznam się że rozpamiętuję jeszcze tekst o "Panu Władku" sprzed paru dni, to jest notka doskonała, porażająca. Pozdrawiam.

 

Napisałem ten komentarz pod tekstem Pana Jacka ale tekst jest ukryty więc pozwolę sobie zamieścić go jeszcze raz tutaj.

"Bardzo mi się podobało. Panie Jacku proszę udostępnić opowiadanie.

Gdyby każdy pisał tak samo, według jakichś tam, tych samych reguł to przecież nie miałoby to całe pisanie sensu.

Każdy z Was ma swój niepowtarzalny styl. 

Mi się podoba."

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować