-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O kosmitach, wierze i sile, która nie jest niestety niewyczerpana

Na blogu Stanisława Ordy, w Szkole nawigatorów, poruszono wczoraj bardzo ciekawy wątek dotyczący tak zwanych narracji paleoastronautyczych. Chodzi o to, że od długiego czasu ludziom wmawia się iż na Ziemi w dawnych czasach wylądowali kosmici i to oni stworzyli naszą cywilizację. Trend ten dysponował zawsze poważnymi budżetami, choć sądzę, że zaraz mogą pojawić się tu językowi puryści, którzy stwierdzą, że trend nie może dysponować budżetami. Zapewniam wszystkich, że może, bo trendami kierują ludzie, którzy mają zamiary tak pokrętne, że wysiadają przy tym wszystkie, najczarniejsze nawet plany kosmitów. To oni nadają trendom osobowość i potrafią tchnąć w nie życie. Ze zdziwieniem przeczytałem, że różne ufologiczne historie, lansowane w Polsce w latach osiemdziesiątych miały nad sobą patronat Muzeum Techniki. Oznacza to po prostu, że miały patronat państwa. To nie powinno mnie dziwić, a jednak dziwi. Nie powinno, bo przecież państwowe wydawnictwa wypuszczały na rynek książki o UFO, zatrudnieni w państwowych instytucjach ludzie jeździli po szkołach i opowiadali dzieciom o mitologii ludu Dogonów z Mali. Ja sam przeżyłem taką przygodę, była u nas w podstawówce pani podająca się za dziennikarkę, która wciskała nam ten kit. Najpoważniejszy peerelowski astrolog, Leszek Weres, o którym mówiono, że w latach siedemdziesiątych studiował w Kalifornii teorię gier czy coś podobnego, pisał o tych Dogonach w swojej książce „Astrologia, mity i rzeczywistość”. Książka ta zalała rynek w początku lat osiemdziesiątych, była dosłownie wszędzie, w każdej księgarni i kiosku. Miała, podobnie jak buntownicze i idące wbrew linii partii publikacje Łysiaka oraz demaskujące zabójcze mikroby z katedry wawelskiej, książki Zbigniewa Święcha, przekonać ludzi, że świat nie jest taki jak się wydaje. I ja, przyznam się tu uczciwie, dałem się przekonać. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że byłem dzieckiem i jako dziecko wierzyłem w słowo pisane. Najgorsze było to, że wierzyła w nie także moja matka, która mi te książki kupowała. Święchowi nie uwierzyłem, ale ufologom jak najbardziej.

Podstawowym wyjaśnieniem dla intensywności tej kampanii jest formuła – robili to, żeby uderzyć w Kościół i zanegować Ewangelię. To pewnie prawda, ale mnie interesuje coś innego. Jeśli za komuny były budżety przeznaczone na oszukiwanie młodych ludzi, na zmieniania im systemowo światopoglądu na ufologiczno-techniczny, to znaczy, ze komuna traktowała ludzi serio i ludzie ci byli jej do czegoś potrzebni. Jeśli dziś do kanonu lektur trafia poeta Wencel, a dobra zmiana puszcza w eter całkowicie bezkosztowe fejki, o których pisał wczoraj toyah, to znaczy, że zmieniło się coś istotnego w relacji władza-poddany, a w dodatku władza nie jest tego świadoma. Nie mówcie mi, że jest inaczej. Oni z całą pewnością nie są tego świadomi, bo relacje władza-poddany ustawiane są na poziomie trendów, a nie na poziomie kampanii medialnych przed wyborami. Trend zaś to sprawa poważna i stoją za nim poważne działy kreacji lokowane na bardzo wysokich piętrach, a nie żadni, przepraszam za wyrażenie zasrańcy z sieciowych agencji reklamowych.

No więc trend jest taki, że władza ma lekceważyć obywateli. Jak ustaliliśmy władza, przynajmniej ta nasza, obecna nie jest świadoma trendu i lekceważy obywateli z uśmiechem na ustach, cała zadowolona, że wychodzi tanio i bardzo przekonująco. No więc my tutaj mówimy – niskie koszta są pułapką, a o przekonaniu kogokolwiek nie ma mowy. Pomysł, by sprowadzić do Polski gwałcicieli z Rimini jest pomysłem idiotycznym i propagandowo ustawionym na poziomie detektywa Rutkowskiego. Pomysł, by wystąpić o odszkodowania wojenne wobec Niemiec jest pomysłem podsuniętym przez kogoś, kto bada możliwość wyciśnięcia z Niemców jeszcze jakichś groszy i chce się posłużyć dobrą zmianą jako pasem transmisyjnym dla tej gotówki. Korzyścią jaką miała z tego fejku odnieść dobra zmiana, było pewnie zdobycie punktów u ludzi, którzy wierzą, że takie gesty są oznaką stanowczości i powagi rządu. Jest dokładnie na odwrót. Jeśli ktoś przypuszcza, że dziennikarze z opozycyjnych mediów podsuwają politykom dobrej zmiany fałszywe narracje i usiłują ich złapać w pułapkę, ten się myli. I jedni i drudzy tkwią w pułapce, z której nie ma wyjścia, bo nie ma nikogo, kto przestawiłby zwrotnicę narracji obowiązujących w tym cholernym dyskursie publicznym. Człowiekiem, który trzyma wajchę, za zgodą i wiedzą rządu, jest Eryk Mistewicz i to jest dramat prawdziwy. Jest on bowiem jeszcze gorszy niż Rutkowski, tyle tylko, że swoje obsesje trzyma w ukryciu.

Czy możemy coś zrobić w sprawie poprawienia jakości relacji pomiędzy władzą a poddanym, czy my możemy w jakiś sposób zmienić trend, na którego uosobienie i ożywienie poszły, jak mniemam znaczne pieniądze? Oczywiście, że możemy, czynimy to od lat i dlatego jesteśmy kompletnie zamilczani. Władza, która pochopnie dała szansę blogerom, teraz chce tę szansę już nawet nie odebrać, bo nic się odebrać nie da, ona chce blogerów unieważnić. To jest tendencja globalna, podobnie jak globalną tendencją było promowanie kosmitów. Pisaliśmy już o tym. Tak, jak angażowano różne autorytety i tak zwanych poważnych ludzi do promowania UFO, tak dziś angażuje się się Zybertowicza do tego, by mówił, że internet to populizm. A to dopiero początek, bo będzie znacznie dynamiczniej, poczekajcie niech się tylko zaczną obchody rocznicy niepodległości oraz rocznicy bitwy warszawskiej. Nie pozbieramy się. Pietrzak ponoć powrócił do projektu łuku triumfalnego nad Wisłą i znów są prowadzone jakieś rozmowy.

Trzeba koniecznie rzec słów kilka na temat materii tak delikatnej jak ludzka potrzeba wiary w moce nierozpoznane. To jest siła w wielu umysłach przemożna. W tych silniejszych nie ma pokusy demaskacji owych sił, ale w słabszych, które pochłanianiem narracji medialnych zajmują się tylko dorywczo, taka potrzeba jest wyraźna. Powstają więc całe sektory produkujące odpowiedzi na te jakże przecież kłopotliwe pytania. My sami w tym uczestniczymy, a ja Was tu przekonuję, że jest jakiś trend, który w dodatku dysponuje budżetami. Czy to nas czasem nie kompromituje? Moim zdaniem nie, a ja postaram się wyjaśnić tę subtelność. Jak już powiedziałem w Klubie Ronina, nie mam charyzmatu, który pozwalałby mi uwodzić tłumy i kierować masami. Nie mam, nie miałem i miał nie będę. Nie mam właściwości hipnotycznych, a gdyby ktoś próbował mnie nimi obdarować odmówiłbym z całą pewnością. Co mam? Mam siłę, która każe mi przekonywać ludzi, żeby próbowali coś robić. Nawet jeśli słabo to idzie, nawet jeśli nie widać końca, nawet jeśli działania te nie spotykają się ze szczególnym zainteresowaniem, ja zawsze będę nakłaniał wszystkich do działania. W naszym tutaj przypadku działanie oznacza pisanie i polemikę. To nas odróżnia od zahipnotyzowanych konsumentów treści tajemniczych. Mamy, póki nam go jeszcze Zybertowicz nie odebrał, w ręku narzędzie, które możemy doskonalić i szlifować. Możemy się nim posługiwać samodzielnie, każdy na swój sposób. Tak jak robią to koledzy Betacool, czy Stalagmit, a także Rotmeister, no i inni, nie będę wymieniał wszystkich. Kłopot polega na tym, że czasem słabnę. Jakoś się z tego podnoszę, ale mam wrażenie, że musi tu być więcej osób do końca przekonanych o słuszności tak zarysowanej misji. Musi ich przybywać.

Powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że to nie my kreujemy trendy, ale nie jesteśmy wobec nich bezradni. I to jest najważniejsza konstatacja, a także rozróżnienie. Są bowiem ludzie, którzy wychowują bliźnich do bezradności, do cielęctwa i tępoty. I jeszcze zbierają za to oklaski. I to mnie irytuje bardzo. No, ale nie będę marnował czasu na nich czasu.

 

Teraz ogłoszenia.

 

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2



tagi: propaganda  państwo  obywatel  kosmici 

gabriel-maciejewski
10 września 2017 09:28
11     790    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
10 września 2017 10:00

Hi. W Polsce jak zwykle bieda. Muzeum Techniki... W latach 60 i 70, w USA, wszystkie szacowne uniwersytety miały wydziały zajmujące się parapierdołami naukowymi, a granty na te bzety szły faktycznie nieziemskie. Oczywiście na tej bazie produkowano kadrę, do dziś uchodzącą za naukową. Masz rację, że nie był to przypadkowy obłęd.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Jacek-Jarecki 10 września 2017 10:00
10 września 2017 10:25

W Stanach (USA) jesli wystarczajaco liczna grupa studentów zechce studiować np. magię białą albo czarna, albo kabałę czy astrologię, i jest w stanie opłacić wykładowców z tej tematyki, wówczas prywatny uniwersyet uruchamia takii kierunek.

Granty nie musiały iść z budżetu, wystarczy, że jakieś wydawnictwo czy stacja telewizyjna pompowało te tematy, a uniwersytet dawał podkładkę "naukowości" dla  medialnego matriksowego samograja.

No i podczepiło się pod temat  Holyłud z rozmaitymi startrekami, gwiezdnymi wojnami i podobnym meblowaniem  wyobraźni w łwpetynach wspolczesnych młodych, wykształconych i z wielkich miast.

PS

Np. na znanym i renowowanym kalifornijskim uniwersytecie Stanforda do niedawna istniała katedra astrologii, gdyz  zalożyciel owego uniwersytetu, Leland Stanford zapisał w testamencie takie własnie życzenie.

Nie wiem natomiast, czy ta katedra jeszcze działa,

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Jacek-Jarecki 10 września 2017 10:00
10 września 2017 14:13

To wynika z bardziej ogólnej rzeczy. Kiedy podstawą uczelni przestaje być katolicka teologia to właściwie wszystko mogą tam wykładać, nawet największe pierdoły.
My tu piszemy o kosmitach, astrologii itp. rzeczach, a przecież na większości uczelni na świecie pociska się kit o tym, że człowiek pochodzi od małpy i są całe katedry i zastępy profesorów którzy to badziewie rozpowrzechniają i im nawet powieka nie drgnie.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Kuldahrus 10 września 2017 14:13
10 września 2017 15:27

Człowiek nie pochodzi od małpy, tylko małpa i człowiek mieli wspólnych przodków. Tak jak współcześni Palestyńczycy nie pochodzą od współczesnych Żydów, tylko mieli wspólnych przodków. 

zaloguj się by móc komentować


Grzeralts @stanislaw-orda 10 września 2017 17:16
10 września 2017 20:23

Może i tak, ale jednak istotna różnica. Swoją drogą, to są akurat rzeczy tak proste do zbadania i udowodnienia, że nie ma specjalnie o czym dyskutować. Jest natomiast mnóstwo kitów, które się pociska, i  których ani udowodnić, ani obalić się nie da. 

zaloguj się by móc komentować

beczka @gabriel-maciejewski
10 września 2017 20:32

Komuś wyszło, że pracownik wierzący w UFO jest wydajniejszym niewolnikiem niż wierzący w Boga. Kosmitom nie zależy na godnej płacy i o świętowaniu dnia Pańskiego. 

zaloguj się by móc komentować

adam-b @gabriel-maciejewski
10 września 2017 21:29

Trendują ? Oby się nie " zatrądowali" bo i tak może  się zdarzyć ...

Co do istoty dzisiejszej lekcji /w szkole nawigatorów/

Pisać nadal się uczę ; ale robię swoje...

Wczoraj wspomnienia księdza Wacława Blizińskiego tafiły  do trzech parafii; z obietnicą , że  jeden z egzemplarzy  trafi  do biskupa Andrzeja,czwarty egzemplarz pojechał do Wiednia, /po przeczytaniu przez obdarowanego trafi na Kahlemberg/ ; natomiast piąty -uwaga ! uwaga ! bedzie  w BIBLIOTECE SZKOLNEJ !!! w gimnazjum ; mówią gimbaza ; 

ale tam działajmy....

Serdecznie dziękuję Panu  z antykwariatu Tradovium w Krakowie, który  po telefonie zgodził się poczekać po godzinach urzędowania ; nie było czasu pogadać ,ale stanąłem na zakazie  ;-)

PS 1

Po niedzieli będzie odpust w Mogile ...

Myślę ,że jeżeli  Ojcowie  Cystersi życzliwie pomogą , to działania ks.Wacława będziemy  mogli bardziej rozpropagować ... /Ja zakupię i  dostarczę książki / ;  Ojcowie pomogą we wskazaniu komu ofiarować... a parafia w  Liskowie wróci do dawnej  świetności ...

/to tak trochę do naszego Mniszyska ;-)) /

Ps 2

Panie Gabrielu w ogłoszeniach napisał Pan -jest jasne , że nie  sprzeda się nakład ...

Czy istnieje opcja ; i kiedy ? ,że  -nakład się sprzedał !!!

Szczęść Boże

 

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @Kuldahrus 10 września 2017 14:13
11 września 2017 00:20

A na KUL u wykłada się gender 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Grzeralts 10 września 2017 20:23
11 września 2017 17:11

Nie ma różnicy.

Wyjaśnianie "wspólnymi przodkami" to klasyczna tautologia.

W ten sposób przeciez wszystkie odmiany gatunkowe można odesłać do wspólnych przodków.

To ja już wolę odesłać je do Kreacjonisty.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @OdysSynLaertesa 11 września 2017 00:20
11 września 2017 19:29

O, na przykład. Z tego wynika, że wydział teologii na KUL, nomen omen, kuleje. Biorąc pod uwage, że KUL bierze udział w projekcie zwanym "erasmus" to wiele nam mówi. Poza tym już kiedyś ktoś wspominał w komentarzach, że tam niezłe cyrki, w ciągu ostatnich lat się działy oprócz tego gender.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować